L.
Dowolny układ fizyczny,
który zachowuje się nieokresowo,
jest nieprzewidywalny.
~Edward Lorenz
Spójrz, jak tu
spokojnie. Woda z niebem nawzajem wygładzają swe błękitne przestrzenie. Nic nie
burzy spokoju fiordowego krajobrazu. Jak tam musi być cicho! Nie wyobrażam
sobie usłyszeć świergotu ptaka czy nawet świstu wiatru.
Po tym, jak w
ostatnim czasie obarczyłam się tyloma wrażeniami, oddałabym wszystko, żeby
usiąść na którejś z tych półek skalnych i po prostu trwać. Nie czuć, nie
myśleć, stopić się w jedno z tym rażącym błękitem – błękitem, który onieśmiela
swym ogromem i majestatem.
Czy znana Ci
jest teoria chaosu deterministycznego? Określa się ją mianem Efektu motyla. W swych podstawach nie
jest to takie trudne w zrozumieniu, jakby mogło się wydawać. Chodzi o to, że
trzepot skrzydeł motyla mógłby wywołać burzę piaskową po drugiej stronie kuli
ziemskiej. To najbardziej rozpowszechnione exemplum,
które dość jasno wykłada założenia Edwarda Lorenza.
Spójrz jeszcze
raz na Park Krajobrazowy Fiordland w Nowej Zelandii. Jaki bezruch tam panuje.
A gdyby tak któreś z tych niezliczonych drzew zapragnęło otrząsnąć się z
letargu, wzdrygnęło się i upuściło listek? Niesforna zguba poniesiona swą
lekkością i nieodczuwalnym dla cięższych istot zefirem wykonałaby jeden jedyny
lot w życiu i osiadła miękko na powierzchni wody Zatoki Milforda. Co by się
wtedy wydarzyło? Miniaturowe fale rozeszłyby się okręgami po całym zbiorniku,
malejąc wciąż i wciąż, by wreszcie zniknąć, posyłając brzegowi jedynie miraż
swego istnienia: Byłam tu, lecz nie
starczyło mi sił, by unaocznić to wydarzenie.
A wtedy, gdy
Fiorland na nowo ucichłby po tym nieoczekiwanym buncie, gdzieś daleko, a Nowa
Zelandia jest daleko od wszystkiego, więc mogłoby to być gdziekolwiek, jakiś
ocean otworzyłby swą granatową czeluść i przeogromną falą pocwałował ku
piaszczystym brzegom. Już tak było, czy pamiętasz?
Takie to proste, jakie proste…
A pomyśl, L.,
o ile łatwiejsze są takie cuda, kiedy chodzi o ludzi. Ten twór to dopiero układ fizyczny, który zachowuje się
nieokresowo. I z pewnością jest nieprzewidywalny. A więc mój spleen tutaj,
przy biurku z pocztówkami, może właśnie porywa i unosi duszę kogoś z Nowej Zelandii.
A to już prawie tak, jakbym tam była, wśród błękitu, przewracając Fiorland do
góry nogami i z powrotem. Spójrz tylko!, gdyby nie napisy, pocztówkę można
byłoby dowolnie obracać i za nic w świecie nie zgadłoby się, która perspektywa
jest właściwą. Może z Nową Zelandią też się tak da? Sprawdzimy to kiedyś,
dobrze?
A dokąd
następnym razem? Gdzie zburzymy spokój kolejną wizytą? Może uczynimy
losowanie? Przy prawie wielkich liczb możemy śmiało uznać, iż możemy znaleźć
się dosłownie wszędzie – a każde wszędzie będzie właściwym wyborem.
Znad kubka łez,
D.