niedziela, 1 lutego 2015

II. Efekt motyla




L.

Dowolny układ fizyczny,
który zachowuje się nieokresowo,
jest nieprzewidywalny.
~Edward Lorenz

Spójrz, jak tu spokojnie. Woda z niebem nawzajem wygładzają swe błękitne przestrzenie. Nic nie burzy spokoju fiordowego krajobrazu. Jak tam musi być cicho! Nie wyobrażam sobie usłyszeć świergotu ptaka czy nawet świstu wiatru. 

Po tym, jak w ostatnim czasie obarczyłam się tyloma wrażeniami, oddałabym wszystko, żeby usiąść na którejś z tych półek skalnych i po prostu trwać. Nie czuć, nie myśleć, stopić się w jedno z tym rażącym błękitem – błękitem, który onieśmiela swym ogromem i majestatem. 

Czy znana Ci jest teoria chaosu deterministycznego? Określa się ją mianem Efektu motyla. W swych podstawach nie jest to takie trudne w zrozumieniu, jakby mogło się wydawać. Chodzi o to, że trzepot skrzydeł motyla mógłby wywołać burzę piaskową po drugiej stronie kuli ziemskiej. To najbardziej rozpowszechnione exemplum, które dość jasno wykłada założenia Edwarda Lorenza. 

Spójrz jeszcze raz na Park Krajobrazowy Fiordland w Nowej Zelandii. Jaki bezruch tam panuje. A gdyby tak któreś z tych niezliczonych drzew zapragnęło otrząsnąć się z letargu, wzdrygnęło się i upuściło listek? Niesforna zguba poniesiona swą lekkością i nieodczuwalnym dla cięższych istot zefirem wykonałaby jeden jedyny lot w życiu i osiadła miękko na powierzchni wody Zatoki Milforda. Co by się wtedy wydarzyło? Miniaturowe fale rozeszłyby się okręgami po całym zbiorniku, malejąc wciąż i wciąż, by wreszcie zniknąć, posyłając brzegowi jedynie miraż swego istnienia: Byłam tu, lecz nie starczyło mi sił, by unaocznić to wydarzenie.
 
A wtedy, gdy Fiorland na nowo ucichłby po tym nieoczekiwanym buncie, gdzieś daleko, a Nowa Zelandia jest daleko od wszystkiego, więc mogłoby to być gdziekolwiek, jakiś ocean otworzyłby swą granatową czeluść i przeogromną falą pocwałował ku piaszczystym brzegom. Już tak było, czy pamiętasz?

Takie to proste, jakie proste…

A pomyśl, L., o ile łatwiejsze są takie cuda, kiedy chodzi o ludzi. Ten twór to dopiero układ fizyczny, który zachowuje się nieokresowo. I z pewnością jest nieprzewidywalny. A więc mój spleen tutaj, przy biurku z pocztówkami, może właśnie porywa i unosi duszę kogoś z Nowej Zelandii. A to już prawie tak, jakbym tam była, wśród błękitu, przewracając Fiorland do góry nogami i z powrotem. Spójrz tylko!, gdyby nie napisy, pocztówkę można byłoby dowolnie obracać i za nic w świecie nie zgadłoby się, która perspektywa jest właściwą. Może z Nową Zelandią też się tak da? Sprawdzimy to kiedyś, dobrze?

A dokąd następnym razem? Gdzie zburzymy spokój kolejną wizytą? Może uczynimy losowanie? Przy prawie wielkich liczb możemy śmiało uznać, iż możemy znaleźć się dosłownie wszędzie – a każde wszędzie będzie właściwym wyborem.
Znad kubka łez,
D.

2 komentarze:

  1. Och, nawet nie potrafię znaleźć słów na to, co tworzysz, to zwyczajnie piękne. Uwielbiam czytać tę korespondencję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna pocztówka, a ten tekst... świetny pomysł na bloga :)

    OdpowiedzUsuń